czwartek, 2 maja 2013

Rozdział V


W połowie drogi do domu, schodzę z pleców Liama, wiem że jest mu ciężko. Teraz idę wtulona w mojego przyjaciela, a Harry i Nicki, w jego marynarce człapią za nami.
W końcu stajemy przed drzwiami mojego domu. Wyjmuję klucze z kieszeni mojej kurtki i przekręcam w zamku. Otwieram zapraszam wszystkich do środka. Wbiega mój cudowny pieseczek i skacze na mnie z radością. Całuję ją głaszczę, mocno przytulam i to jej wystarcza, bo poleciała na swoje legowisko, uwaliła się i śpi. Nie wyobrażam sobie życia bez mojego psiuncia, tak bardzo ją kocham. Pytam wszystkich czy są głodni i chórem odpowiadają: TAK! Nie mam wyjścia, wleczę się do kuchni, a tam stoi moja mama. Jestem w lekkim szoku, nie spodziewałam się jej tutaj.
-Cześć córeczko! – krzyczy i rzuca mi się na szyję… odwzajemniam uścisk.
-Cześć mamo? – mówię trochę pytającym głosem, bo jak już wcześniej mówiłam NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ JEJ !
-Co nie stęskniłaś się? Nie? Ja też nie.- kochana mamusia. – Muszę Ci coś powiedzieć.
-Taa… co znowu?- mówię obojętnie.
-Dostałam pracę! Będę przygotowywać sławnych cele brytów na występy! No wiesz malować ich, czesać, wybierać stroje! Tak jak kiedyś… bardzo mi tego brakowało… Ale rozumiesz, że to wiąże się z tym, że będę często wyjeżdżać, widzę jednak, że pies żyje, w mieszkaniu nie ma pleśni… chyba, więc powierzam Ci moje zaufanie. Co o tym sądzisz? – mówi uśmiechnięta, podekscytowana i pełna energii, a ja jestem padnięta i odpowiadam tylko.
-Ooo super, gratuluję Ci. Mamo czy mogłabyś zrobić coś do jedzenia? Jesteśmy głodni.
-No tak. Jasne zaraz Ci przyniosę… czekaj! Powiedziałaś głodni? Kto u nas jest? – o tak moja mama to ma refleks! Szybko skojarzyła że nie jestem sama w domu…
-No ja, Liam, Harry i Nicki. Pewnie Lou i Niall gdzieś się schowali… sama nie wiem!
-To ja się idę przywitać! Jak ja dawno nie widziałam moich „synków”! – tak moja mama traktuje chłopców z One Direction jak synków… to bardzooo normalne, przecież każda mama tak robi. – A co już jesteście z Liamem parą?
-MAMO!- krzyczę zbulwersowana. –JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI PROSZĘ ZROZUM TO CHOCIAŻ TY!- oddycham ciężko. – Rób te placki. Przywitasz ich plackami… zrób z jabłuszkiem co? Kocham Cię!
Wypowiedziawszy to uciekam. Zawsze się sprawdza. Rzucam się na kanapę jak jakieś dziecko z autyzmem, ale od razu wszyscy mnie zwalają. Leżę sobie na ziemi. Co tam, poleżę sobie na podłodze, bo moi goście zrzucili mnie z kanapy. Kochani. Po około 20 minutach wchodzi moja mama z plackami, które pachną niebiańsko. Wszyscy rzucamy się na talerz i jemy. Dopiero po jakimś czasie moi przyjaciele zauważają moją mamę. PANI COSTA! – krzyczą chórem i rzucają się po kolei na moją mamę. Potem z góry słychać – PANI COSTAA!!- to Niall i Louis. Zbiegają z góry, z mojego pokoju i idą… chwila, chwila Z MOJEGO POKOJU! O NIE! Biegnę na górę wchodzę do pokoju i na szczęście nic się nie stało. O NIE! Zauważam, że włączyli mój komputer i album z moimi starymi zdjęciami leży na łóżku. O BOŻE ! Znaleźli filmiki, na których tańczę jak idiotka i ruszam bioderkiem. Rodzice mi kazali! Świetnie! Po prostu Super! KRZYCZĘ – LOUIS, NIALL !
Słyszę śmiechy.  Schodzę na dół i patrzę na nich morderczym wzrokiem. Siadam na kanapie i wpycham sobie kolejnego placka do buzi. Przeżuwam go bardzo dokładnie i przełykam.
Moja mama poszła do swojej sypialni. A Niall i Lou mówią mi jaka to byłam słodka, a nawet wstają i ruszają bioderkami jak ja w dzieciństwie. Ciskam w nich poduszkami. Upadają i się śmieją jak idioci.
Dochodzi 20:30. Chłopcy muszą już iść. Nicki też się zbiera.
Przytulam ją bardzo mocno i żegnam się z każdym z chłopców. Odprowadzam ich do drzwi i zamykam je na klucz od środka. Wtedy widzę jak mój pies patrzy na mnie błagalnym wzrokiem żeby wyjść na dwór. W sumie to i tak powinnam pobiegać. Robię to co 2 dni, bo to lubię i chcę kiedyś wystartować w maratonie.
Nie mam wyjścia, lecę do pokoju, przebieram się w dres, chwytam słuchawki i zbiegam na dół. Zakładam mojemu pieskowi szelki i wybiegam z domu. Jest ciemno, więc trochę się boję ale mam psa obronnego prawda? PRAWDA? Taa mój pies kocha wszystko co się rusza. Ta. Ale co tam. Biegnę przez park i podśpiewuję co jakiś czas piosenki Little Mix. Uwielbiam je. Ich muzyka jest taka żywa. Po pewnym czasie spuszczam mojemu psu smycz, a on biega tuż koło mnie. Zatrzymuję się na chwilę, żeby odetchnąć i wtedy ktoś mnie mocno obejmuje. Zaczynam się drzeć a wtedy dostaję buziaka w główkę.
-Nie bój się skarbie to tylko ja.-odpowiada Liam ze stoickim spokojem, a ja mam ochotę go zabić, bo hmm… prawie dostałam przez niego zawału!
-Czy ty chcesz, żeby moje serce stanęło na zawsze? Co Ty tutaj robisz o tej godzinie?!-wrzeszczę.
-Biegam sobie.- szczerzy się i mocno mnie przytula. – Przepraszam Cię. Wiesz, że Cię kocham prawda?- w takich momentach go nienawidzę. Czy on musi zawsze sprawiać, że nie potrafię się na niego gniewać? Jak?!
-Wiem, wiem. Już dobrze, ale więcej tak nie rób, zgoda? –odwzajemniam uścisk i teraz czuję się taka bezpieczna, w ramionach mojego … przyjaciela/braciszka.
-Jasne. Chodź odprowadzę cię. Gouda!! – łapie mnie za rękę i idziemy tak do mojego domu. Podczepiam smycz do obroży psa i prowadzę go jedną ręką, bo drugą trzyma Liam. Czuję jego rękę na mojej talii. Mam cudownego przyjaciela i wiem, że nikt mi go nie zastąpi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział napisany ;3
Dedyk leci do wspaniałej i najlepszej Nicki <3
I wszystkim czytającym dziękuję, KOCHAM WAS  <33