czwartek, 2 maja 2013

Rozdział V


W połowie drogi do domu, schodzę z pleców Liama, wiem że jest mu ciężko. Teraz idę wtulona w mojego przyjaciela, a Harry i Nicki, w jego marynarce człapią za nami.
W końcu stajemy przed drzwiami mojego domu. Wyjmuję klucze z kieszeni mojej kurtki i przekręcam w zamku. Otwieram zapraszam wszystkich do środka. Wbiega mój cudowny pieseczek i skacze na mnie z radością. Całuję ją głaszczę, mocno przytulam i to jej wystarcza, bo poleciała na swoje legowisko, uwaliła się i śpi. Nie wyobrażam sobie życia bez mojego psiuncia, tak bardzo ją kocham. Pytam wszystkich czy są głodni i chórem odpowiadają: TAK! Nie mam wyjścia, wleczę się do kuchni, a tam stoi moja mama. Jestem w lekkim szoku, nie spodziewałam się jej tutaj.
-Cześć córeczko! – krzyczy i rzuca mi się na szyję… odwzajemniam uścisk.
-Cześć mamo? – mówię trochę pytającym głosem, bo jak już wcześniej mówiłam NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ JEJ !
-Co nie stęskniłaś się? Nie? Ja też nie.- kochana mamusia. – Muszę Ci coś powiedzieć.
-Taa… co znowu?- mówię obojętnie.
-Dostałam pracę! Będę przygotowywać sławnych cele brytów na występy! No wiesz malować ich, czesać, wybierać stroje! Tak jak kiedyś… bardzo mi tego brakowało… Ale rozumiesz, że to wiąże się z tym, że będę często wyjeżdżać, widzę jednak, że pies żyje, w mieszkaniu nie ma pleśni… chyba, więc powierzam Ci moje zaufanie. Co o tym sądzisz? – mówi uśmiechnięta, podekscytowana i pełna energii, a ja jestem padnięta i odpowiadam tylko.
-Ooo super, gratuluję Ci. Mamo czy mogłabyś zrobić coś do jedzenia? Jesteśmy głodni.
-No tak. Jasne zaraz Ci przyniosę… czekaj! Powiedziałaś głodni? Kto u nas jest? – o tak moja mama to ma refleks! Szybko skojarzyła że nie jestem sama w domu…
-No ja, Liam, Harry i Nicki. Pewnie Lou i Niall gdzieś się schowali… sama nie wiem!
-To ja się idę przywitać! Jak ja dawno nie widziałam moich „synków”! – tak moja mama traktuje chłopców z One Direction jak synków… to bardzooo normalne, przecież każda mama tak robi. – A co już jesteście z Liamem parą?
-MAMO!- krzyczę zbulwersowana. –JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI PROSZĘ ZROZUM TO CHOCIAŻ TY!- oddycham ciężko. – Rób te placki. Przywitasz ich plackami… zrób z jabłuszkiem co? Kocham Cię!
Wypowiedziawszy to uciekam. Zawsze się sprawdza. Rzucam się na kanapę jak jakieś dziecko z autyzmem, ale od razu wszyscy mnie zwalają. Leżę sobie na ziemi. Co tam, poleżę sobie na podłodze, bo moi goście zrzucili mnie z kanapy. Kochani. Po około 20 minutach wchodzi moja mama z plackami, które pachną niebiańsko. Wszyscy rzucamy się na talerz i jemy. Dopiero po jakimś czasie moi przyjaciele zauważają moją mamę. PANI COSTA! – krzyczą chórem i rzucają się po kolei na moją mamę. Potem z góry słychać – PANI COSTAA!!- to Niall i Louis. Zbiegają z góry, z mojego pokoju i idą… chwila, chwila Z MOJEGO POKOJU! O NIE! Biegnę na górę wchodzę do pokoju i na szczęście nic się nie stało. O NIE! Zauważam, że włączyli mój komputer i album z moimi starymi zdjęciami leży na łóżku. O BOŻE ! Znaleźli filmiki, na których tańczę jak idiotka i ruszam bioderkiem. Rodzice mi kazali! Świetnie! Po prostu Super! KRZYCZĘ – LOUIS, NIALL !
Słyszę śmiechy.  Schodzę na dół i patrzę na nich morderczym wzrokiem. Siadam na kanapie i wpycham sobie kolejnego placka do buzi. Przeżuwam go bardzo dokładnie i przełykam.
Moja mama poszła do swojej sypialni. A Niall i Lou mówią mi jaka to byłam słodka, a nawet wstają i ruszają bioderkami jak ja w dzieciństwie. Ciskam w nich poduszkami. Upadają i się śmieją jak idioci.
Dochodzi 20:30. Chłopcy muszą już iść. Nicki też się zbiera.
Przytulam ją bardzo mocno i żegnam się z każdym z chłopców. Odprowadzam ich do drzwi i zamykam je na klucz od środka. Wtedy widzę jak mój pies patrzy na mnie błagalnym wzrokiem żeby wyjść na dwór. W sumie to i tak powinnam pobiegać. Robię to co 2 dni, bo to lubię i chcę kiedyś wystartować w maratonie.
Nie mam wyjścia, lecę do pokoju, przebieram się w dres, chwytam słuchawki i zbiegam na dół. Zakładam mojemu pieskowi szelki i wybiegam z domu. Jest ciemno, więc trochę się boję ale mam psa obronnego prawda? PRAWDA? Taa mój pies kocha wszystko co się rusza. Ta. Ale co tam. Biegnę przez park i podśpiewuję co jakiś czas piosenki Little Mix. Uwielbiam je. Ich muzyka jest taka żywa. Po pewnym czasie spuszczam mojemu psu smycz, a on biega tuż koło mnie. Zatrzymuję się na chwilę, żeby odetchnąć i wtedy ktoś mnie mocno obejmuje. Zaczynam się drzeć a wtedy dostaję buziaka w główkę.
-Nie bój się skarbie to tylko ja.-odpowiada Liam ze stoickim spokojem, a ja mam ochotę go zabić, bo hmm… prawie dostałam przez niego zawału!
-Czy ty chcesz, żeby moje serce stanęło na zawsze? Co Ty tutaj robisz o tej godzinie?!-wrzeszczę.
-Biegam sobie.- szczerzy się i mocno mnie przytula. – Przepraszam Cię. Wiesz, że Cię kocham prawda?- w takich momentach go nienawidzę. Czy on musi zawsze sprawiać, że nie potrafię się na niego gniewać? Jak?!
-Wiem, wiem. Już dobrze, ale więcej tak nie rób, zgoda? –odwzajemniam uścisk i teraz czuję się taka bezpieczna, w ramionach mojego … przyjaciela/braciszka.
-Jasne. Chodź odprowadzę cię. Gouda!! – łapie mnie za rękę i idziemy tak do mojego domu. Podczepiam smycz do obroży psa i prowadzę go jedną ręką, bo drugą trzyma Liam. Czuję jego rękę na mojej talii. Mam cudownego przyjaciela i wiem, że nikt mi go nie zastąpi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział napisany ;3
Dedyk leci do wspaniałej i najlepszej Nicki <3
I wszystkim czytającym dziękuję, KOCHAM WAS  <33

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział IV


-Ooo śniadanie… - podchodzi od tyłu Liam i mocno mnie przytula.
To miłe uczucie, ale ja się dalej upieram, że to tylko przyjaźń… dla mnie…chyba.
Patrzę na Nicki, a ona się do mnie szczerzy. Podchodzę do niej –nawet tak nie myśl- szepce do jej ucha. A ona mnie z pięści w ramię i krzyczy – Oj przestań! Wtedy ja patrzę raz to na nią, raz na Hazzę i udaję całowanie. Wtedy zaczynamy się rzucać wszystkim co tylko nam przyjdzie pod rękę. Rzucam w nią mąką, ona we mnie jajkiem, ja w nią masłem itd. Wtedy wchodzą chłopcy i się dołączają. Jest śmiesznie i fajnie, ale po skończonej bitwie cała kuchnia jest… no taka umorusana… wszystkim?. Wszyscy sprzątamy i śmiejemy się jak idioci. W końcu jest posprzątane i każdy po kolei idzie pod prysznic. No nic dziwnego.
Wszyscy czyści i świeży schodzimy na dół, a na stole nie wiem jakim cudem stoją rozłożone talerze, kubki, widelce i noże, małe łyżeczki, dzbanek z herbatą oraz wielki talerz naleśników polanych syropem klonowym. Siadamy do stołu, ja koło Liama, Nicki naprzeciwko mnie obok Harrego. Patrzymy na siebie niepewnie, aż w końcu moja przyjaciółka chwyta pierwszego naleśnika i pakuje go na talerz, robimy tak każdy po kolei. Tylko chłopcy używają sztućców, a my je zwijemy i pakujemy do buzi, widząc to wybuchamy śmiechem.
Niespodziewanie zza kanapy wyskakuje Lou i Niall krzycząc
-A na nas – kucharzy nie łaska poczekać?!
Wszyscy patrzymy na nich z dziwieniem, a potem ja klepie miejsce obok mnie symbolizując, że mają usiąść. Niall dopada do naleśników jak dzikus i na jego talerzu lądują, aż 3. Lou kulturalnie nakłada sobie jednego i wpycha całego do buzi. Patrzymy na niego jak na idiotę i po chwili kolejny niekontrolowany wybuch śmiechu.
Naleśniki szybko znikają ze stołu. Wszyscy siedzimy teraz na kanapie i oglądamy jakieś durne bajki dla dzieci, które tylko ogłupiają. Na przykład: musimy złapać kotka. Czym go zwabić? Mamy wędkę, kamyk i pokarm dla kota. -Może spróbujemy kamykiem? Mówi Nicki.
Po durnych bajkach postanawiamy przejść się na zakupy. Przed wyjściem idę się przebrać. Ubieram ciemne rurki i zwiewną fioletową bluzkę. Schodzę na dół i wkładam moje tenisówki, zarzucam jeansową kurtałkę i jestem gotowa do wyjścia. Nicki jako jedyna nosi swoje miętowe martensy, które sobie wymarzyła, więc złożyłam się z chłopakami i kupiliśmy jej je na urodziny. Cieszyła się jak małe dziecko… nie dziwię jej się.
Wchodzimy do ogromnego centrum handlowego i na początku chodzimy wszyscy razem jednak po krótkiej chwili odłączają się od nas Lou i Niall, a potem zostaję sama z Liamem. Wchodzimy do pierwszego lepszego sklepu. Na półce leży bluza, która bardzo mi się podoba. Podchodzę, wybieram swój rozmiar i lecę do przymierzalni z przyjacielem. Wychodzę z przymierzalni i obracam się .
-Co sądzisz o tej bluzie?- patrzę na niego uśmiechnięta.
-A jak się w niej czujesz?- odpowiada jak udając mojego stylistę.
-Całkiem w porządku. Ale cena mnie powala. Nie mogę jej wziąć. – odpowiadam.
-Ty nie możesz ale ja mogę.- mówi do mnie pewny siebie.
-O nie, nie! Nie ma mowy.- Wypowiedziawszy te słowa, zdejmuję bluzę rzucam na półkę, chwytam moją jeansową kurtkę i ciągnę za rękę Liama do wyjścia. Naprzeciwko jest kawiarnia. Widzę miętowe martensy i już wiem, że siedzi tam moja przyjaciółka z Harrym. Nie zwróciłabym na to uwagi, ale oni trzymają się za ręce, a Nicki chichocze. Wpada mi do głowy dziwny pomysł. Mówię go Liamowi na ucho jakbym bała się, że usłyszą mnie te gołąbeczki.
Skradamy się, wchodzimy do kawiarni i siadamy parę metrów od nich, ale wciąż ich słyszę. Kiedy podchodzi do mnie kelnerka zamawiam Café Latte o smaku ciasteczkowym, Liam bierze shake’a pomarańczowego. Dziwne połączenie, ale sama jestem ciekawa jak będzie smakowało.
Słyszę jak Harry mówi.
-Musimy im jakoś pomóc. Przecież oni są dla siebie stworzeni! Lou ma Eleanor, a Tina? No Liama!
-Wiesz co? Lepiej się nie wtrącajmy. Zrobią jak będą tego chcieli i kiedy będą chcieli. – mówi moja przyjaciółka uśmiechając się  na końcu. Hazza odwzajemnia uśmiech.
Po zastanowieniu wiem, że mam najlepszą przyjaciółkę na świecie.
Kelnerka przynosi zamówione napoje. Każdy bierze łyka swojego napoju i się wymieniamy. Nicki to zauważa i od razu mnie rozpoznaje. Podchodzi do mnie i ciągnie mnie do łazienki. Staje przede mną, a na piersi ma skrzyżowane ręce. Patrzy na mnie. Czuję się skrępowana, a ona to zauważa. Zna mnie na wylot.
-Dobra. – w końcu przemawia.- Ile już tu siedzicie?
-Jakieś 5 minut?- mówię.- W ogóle was nie zauważyłam. Co tam u ciebie i pana Loczka? – mówię śmiejąc się.
-Nic, no wiesz.- Rumieni się i uśmiecha leciutko.
-Dobra nie będę Cię już męczyć. Idziemy już do domu?- składam propozycję przyjaciółce. Wiem że tak samo jak ja nienawidzi zakupów.
-Tak. Tylko dopiję zamówiony napój.
-W porządalu to widzimy się przed centrum za 30 minut ok?
-Pasuje mi. – przytulamy się i wychodzimy z toalety.
Idę do Liama. Biorę od niego jeszcze jednego łyka shake’a, który bardzo mi smakuje. On bierze łyka mojej kawy. Znowu kolejna wymiana. Rozmawiamy tak jeszcze 10 minut, śmieję się jak idiotka, bo mój przyjaciel co chwila mnie rozśmiesza. Nie cierpię mojego śmiechu i tym takich zmarszczek, które tworzą się pod oczami jak się śmieje.
Czas się zbierać. Liam pomaga mi włożyć kurtkę. Prawdziwe gentelmen. Właśnie sobie uświadamiam, że go kocham. Ale wiem, że nie mogę mu tego powiedzieć, bo to zniszczy naszą przyjaźń. Nie mogę do tego dopuścić. To zniszczyłoby moje całe życie.
Mój przyjaciel bierze mnie na barana i niesie to wyjścia. Spotykamy tam Harrego, który też ma na plecach Nicki. Tak idziemy jakiś czas w stronę mojego domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pod tym rozdziałem pozdrawiam Dominikę i Horanową <3 Kocham Was dziewczyny.. ;*

środa, 27 marca 2013

Rozdział III


Wracamy do domu. Zdejmuję Goudzie smycz, zdejmuję buty i wchodzę do salonu. Całkiem zapomniałam, że jest u mnie przyjaciółka z Hazzą. Leżą wtuleni na kanapie. Słodko razem wyglądają, więc nie mogę się powstrzymać i robię im zdjęcie telefonem. Do mnie dochodzi Liam. Również uśmiecha się na ich widok. Pytam przyjaciela czy jest głodny, a on potwierdza, więc kierujemy się w stronę kuchni.
-Co byś zjadł? –pytam.
-Nie. Co ty byś zjadła ja zrobię kolację. –mówi Liam i odsuwa mnie na bok.
-Kolacja o 3.00 w nocy, ciekawie. – śmiejemy się. –Może jajecznicę?- proponuję.
-Okej mi pasuje.- odpowiada i wyjmuje patelnie i 4 jajka.
Podaje mi talerz z idealnie wysmażoną i przyprawioną jajecznicę. Wkładam do ust widelec z jedzeniem i czuję jak się rozpływam.
-To jest przepyszne! – krzyczę z pełną buzią. Po czym wpycham kolejny kęs.
-Dzięki, zwykła jejecznica. –patrz na niego z sarkazmem.
Po zjedzonej, pysznej kolacji zapraszam przyjaciela na górę do pokoju. Siadamy na łóżku i rozmawiamy. Kładę głowę na jego ramieniu, a on mnie obejmuje. Siedzimy tak jakieś 10 minut, a potem podchodzi Gouda. Coś ją wzięło na czułości. Głaszczę ją, przytulam, mówię jak ją kocham. A po tym ona sobie idzie. Kochana. Wracam na łóżko i kładę się na nim. Obok kładzie się Liam. Tak że nasze twarze są obok siebie, moje nogi na górze, a jego na dole. Nagle on wstaje, chwyta moją gitarę i zaczyna ją stroić.
-Co Ty robisz?- pytam patrząc ze zdziwieniem.
-Stroję gitarę. Dawno razem nie śpiewaliśmy.- mówi szczerząc się do mnie.
-Ale… ja…
-Nie mów tak. Umiesz! – nie daje mi dokończyć. – Masz głos jak anioł. Wszyscy ci to mówią, a Ty i tak zawsze swoje.
-Ale ja naprawdę nie umiem. I ekhm! To ty masz głos jak anioł. – mówię patrząc na przyjaciela.
-Tak, tak. Śpiewamy?
-No dobra. Z Tobą zawsze skarbie. – daję mu całusa w policzek.
Śpiewamy Little Things, More Then This. Jest świetnie mi też tego bardzo brakowało. Uwielbiam śpiewać z Liamem. Ma taki świetny głos. Wręcz nieskazitelny.
Leżymy razem na łóżku pod moim fioletowym kocykiem. To nasz ulubiony kolor, zresztą kocyk też. Przytuliłam się do niego mocno i szepnęłam – Kocham cię jak brata. Jesteś mi naprawdę bliski. Spojrzał na mnie pocałował w głowę i zaśpiewał po cichu: - I can love you more then this… Uśmiechnęłam się i zaczęłam myśleć. Widziałam go ostatnio jak miał krótkie włosy i nie miał jeszcze tatuażu na ręku. Długo się nie widzieliśmy, ale to nadrobimy.
Jest już 4:00 w nocy a my wciąż nie śpimy. Sięgam po laptopa i włączam „Toy Story” ulubiony film mojego przyjaciela.
Nawet nie wiem kiedy ale zasypiam i budzę się o 10:00 wtulona w Liama. Nade mną stoi moja przyjaciółka i patrzy raz to na mnie raz to na chłopaka.
-Jesteśmy przyjaciółmi jasne? Nic więcej, prawie jak rodzeństwo. Rozumiesz?
-Tak, tak przyszłam spytać cię czy mogę coś zjeść.
-Ty się pytasz? No nie wierzę. Mówiłam bierz co chcesz.
-No tylko chodzi o to, że nic nie ma. A ja nie chcę sama iść do piekarni.- uśmiecha się do mnie.
-Dobra już idę. Harry śpi?-pytam zaciekawiona.
-Jak zabity.-mówi sarkastycznie.
-To co wy wczoraj robiliście?- szczerzę się jak idiotka.
-Film… - zacina się i nie wie co powiedzieć.
-Jasne. Dobra idziemy? –pytam, bo wiem, że i tak więcej z niej nie wyduszę.
-Tak.- Odwraca się i idzie na dół.
Powoli wypełzam z ramion Liama, a on nawet nie drgnął. Idę w stronę łazienki, przemywam twarz i schodzę na dół. Nicki już czeka. Wychodzimy i wracamy z świeżymi bułkami, dla nas po jednej, dla chłopców po dwie, twarożkiem i oczywiście czymś słodkim.
Przygotowujemy śniadanie i wtedy przychodzą do nas zaspani Harry i Liam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dedykuję ten rozdział mojej @ShizzlyBizzly i wszystkim czytaczom <3


piątek, 15 marca 2013

Rozdział II


Czeeeść!! – krzyczę radośnie i po kolei wieszam się każdemu na szyję, oprócz Zaynowi, mu tylko kiwam głową.
Louis mówi, że ma dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. A ja pytam go jaką. On wyjmuje z walizki Kevina! Idiota, ale jaki kochany idiota. Uwielbiam go po prostu. Teraz wszyscy się śmiejemy. Zapraszam chłopców na dół i pytam czy są głodni. Wszyscy potwierdzają. Idę do kuchni, ale nic nie ma w lodówce. Nagle słyszę dzwonek do drzwi. Idę i krzyczę –Już otwieram!- jak zawsze, nie wiem po co. Otwieram drzwi i widzę moją przyjaciółkę. Zapomniałam, że miała przyjść. Wszystko przez tych wariatów. Ale się cieszę. Każe jej chwile poczekać i biegnę do salonu. Oznajmiam chłopakom o przyjściu Nicki, a oni są zachwyceni. Chowają się za ogromną, czerwoną kanapą i powoli wyciszają. Wracam do przyjaciółki.
-No to mam chipsy i sok pomarańczowy i jabłkowy. Chyba starczy nie?
-Jasne chodź podłączymy laptopa do TV i obejrzymy jakiś film. A mam coś dla Ciebie chodź. – chwytam ją za rękę i prowadzę podekscytowana.
Wchodzimy do salonu ja podłączam laptopa, wsypuję chipsy do miski, stawiam soki na stole i siadamy na kanapie. Nagle ktoś zakrywa mojej przyjaciółce oczy, a ja pytam zgadnij kto to. Ona na to.
-Tina, przecież wiem, że to ty nikogo więcej nie ma w domu. Odbiło ci? Oglądajmy w końcu ten film. – mówi lekko zirytowana Nicki.
-Ale Nicki… to nie ja… to…- i wtedy chłopcy krzyczą wskakując nam na kanapę.
-ONE DIRECTION! – a wtedy Louis wyciąga plastikowego gołębia i dopowiada- i Kevin!
Nicki zaczyna się śmiać.
Wstaje i wita się z każdym osobno. Jednak najdłużej przytula się do Harrego. Zawsze miała do niego słabość. Z Zaynem ma tak samo słaby kontakt jak ja, wręcz go nie znosi i ignoruje, a on ją.
-Chłopaki! Jak ja was dawno nie widziałam! – wykrzykuje w końcu Nicki. –Harry ty się nic nie zmieniłeś! Ty Lou zresztą też… Liam obciąłeś włosy, czego Ci nigdy z Tiną nie wybaczymy, ale widzę, że odrastają- bardzo dobrze! Niall kocha jedzenie jak zawsze!
-Tak, tak ciebie też miło widzieć i też się nic nie zmieniłaś! Szczera i bezpośrednia jak zawsze… - mówi Harry – jednak ja mam nowy tatuaż na brzuchu… - podnosi koszulkę i ukazuje nam motyla.
-Przesadził nie? – mówi Louis – od razu mu mówiłem, ale po co słuchać najlepszego przyjaciela. Mówi Lou…
-Oj tam, to jego ciało i niech robi z nim co chce… - odpowiada Liam, a Niall dopadł do miski z chipsami i z pełną buzią potwierdza jego wypowiedź.
-Dobra, rozmowa rozmową ale może obejrzymy ten film co? – mówi w końcu.
-Jasne! – krzyczą wszyscy.
Włączam jakiś horror. Sama ich nie lubię oglądać jednak razem zawsze raźniej.
Tak jak myślałam, z moimi przyjaciółmi ten horror okazał się komedią. Każdy co jakiś czas dodawał jakiś śmieszny komentarz i każdy się z tego śmiał.
Kiedy jednak film się kończy chłopcy mówią, że jest już na nich pora. A my z Nicki nic nie możemy zaradzić. Odprowadzamy ich do drzwi i żegnamy się z nimi. Oczywiście Louis, kazał nam się pożegnać z Kevinem i dopóki, obie nie dałyśmy gołębiowi całusa nie dawał nam spokoju.
Poszłam z Nicki na górę do mojego pokoju. Po długiej rozmowie, śpiewaniu piosenek na karaoke i graniu w jakieś durne gry, powiedziała że idzie się kąpać i przebrać w piżamę. Zgodziłam się, a ona poszła. Po chwili dostałam sms od…mamy.
Córciu nie wracam na noc jadę do cioci Elisabeth. Baw się dobrze i nie roznieś mi domu. Kochaam ;*
No tak. Dla mnie lepiej.
Nicki przychodzi w słodziaśnej piżamce – kombinezonie, który wygląda jak krowa. Śmieję się z niej i teraz ja idę do łazienki.
Słyszę dźwięk mojego sms. Wiem, że Nicki go przeczyta i nie przejmuję się tym bo tak czy siak i tak by go zobaczyła.
W końcu wychodzę z łazienki w piżamce. Wchodzę do pokoju a tam… nikogo nie ma. Zerkam przez barierkę w dół i widzę Nicki siedzącą obok Harrego. Rozmawiają sobie. Nie no spoko, zaproszę słynną gwiazdę muzyki pop do domu mojej przyjaciółki, na pewno nie będzie miała nic przeciwko. Myślenie Nicki czasem mnie zaskakuje. Ale w sumie traktujemy się jak siostry więc… ta.
Byłam bliska tego żeby zejść na dół i przywitać się z niespodziewanym gościem, ale odpuszczam sobie, bo wiem że oni mają coś ku sobie.
Ja i Liam tylko się przyjaźnimy i to mi pasuje.
Siadam na łóżku i zaczynam rozczesywać moje włosy. Dostaje sms… od Liama. Chce się ze mną teraz spotkać i proponuje spacer. Zgadzam się i szybko ubieram się w za dużą fioletową bluzę przyjaciela (właśnie dziś w niej przyjechał), ciemne rurki i po cichu idę po moje buty do korytarza. Zostaje nie zauważona, czuję się jak ninja. Cichutko wychodzę z domu. Zamykając drzwi, widzę moją suczkę, która błagalnym wzrokiem prosi mnie o wyjście na dwór. Chwytam smycz, podczepiam do obroży i wychodzę. Gouda – bo tak wabi się mój pies, jest rasy Golden Retriever i ma 8 miesięcy. Kocham tego małego łobuziaka. Zamykając bramkę, Liam mocno objął mnie od tyłu. Przestraszyłam się i zaczęłam krzyczeć. Odwracam się i próbuję udawać, że jestem zła. Jak zwykle przy nim mi to nie wychodzi… nienawidzę tego, że zawsze umie mnie rozśmieszyć.
-Nie umiesz być na mnie zła, prawda?
-No nie! – mówię dając przyjacielowi kuksańca w lewe ramię. – Gdzie idziemy i po co?
-Chciałem pogadać. A z tego co wiem Harry przyszedł do ciebie…
-Chyba raczej do Nicki. Myślisz, że coś z tego będzie? – pytam zaciekawiona.
-Proszę Cię. On nie odrywa od niej wzroku, zupełnie jak Zayn od swojego odbicia w lustrze. Traktuje ją jak Louis Kevina. –śmiejemy się.
-Fajne porównania.- uśmiecham się.- Ale my jesteśmy przyjaciółmi prawda?
-Tak, fajnie cię mieć jako przyjaciółkę.- przytula mnie a ja się w niego wtulam.
- A ciebie jako przyjaciela… pewnie nie jedna dziewczyna zabiłaby, żeby być teraz na moim miejscu.
-Pewnie tak. Ale ty jesteś wyjątkowa i tyle.- Stajemy w miejscu a ja mocno przytulam Liama, bo wiem, że taki przyjaciel to skarb.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pozdrawiam moją Dominikę, bo założę się, że tylko ona to czyta... Ale cieszy mnie to... Uwielbiam nasze odstraszanie ludzi <33 Kocham, kocham, kocham <33

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział I


Jak zawsze wstaje, ubieram się, jem śniadanie i wychodzę do szkoły. Po drodze zachodzę po Nicki. Dzień jak co dzień.
-Hej Nicki. – mówię z uśmiechem, cieszę się że ją widzę. Znam ją dość długo i jest mi naprawdę bliska.
- Hej Tina. - przytula mnie mocno.- To co idziemy do sklepu?
-Jasne! Jak zawsze !
Po drodze rozmawiamy. W sklepie kupujemy chrupki kukurydziane o smaku czekoladowym i sok jabłkowy. Kiedy już docieramy do szkoły odwieszamy kurtki i od razu uciekamy pod salę lekcyjną. Nasze towarzystwo nam starcza i nie potrzebujemy innych do uszczęśliwiania się nawzajem. Wyjmuję słuchawki jedna wędruje do ucha przyjaciółki, druga do mojego i puszczam to co zwykle- hity One Direction. Uwielbiamy ich to naprawdę fajne chłopaki. Śpiewamy i tańczymy znając każdy teledysk na pamięć, a reszta dziwnie się na nas patrzy. My po prostu to ignorujemy i robimy to co lubimy.
Niestety rozbrzmiewa dzwonek powiadamiający początek fizyki. Nie cierpię fizyki, a nasz pan myśli, że jeśli poda nam więcej informacji do nauczenia wszyscy będą go kochali jeszcze bardziej. Myli się.
W końcu nadchodzi czas na muzykę czyli również wyżerkę- tak nazywamy z Nicki jedzenie wszystkiego co wcześniej kupiłyśmy. Po lekcji muzyki odliczamy czas do końca. Zadziwiająco szybko dziś płynie. Nareszcie słychać dzwonek oznajmiający nam koniec lekcji. Wraz z przyjaciółką pędzimy do szatni naszej klasy, bo potem jest tam tyle ludzi, że ledwo da się oddychać. Chwytamy kurtki i wychodzimy ze szkoły w rytm lecącej piosenki podśpiewując. Nagle piosenka się zatrzymuje i na mojej komórce widnieje numer mojej mamy. Odbieram i słyszę tylko.
-Tina? Skończyłaś już lekcje?
-Yyy… Tak a co?
-Czekam pod piekarnią chodź szybko czekam pa! – nie daje mi dojść do słowa i rozłącza się.
Zdziwiona trochę zachowaniem mojej mamy, żegnam się z przyjaciółką po czym biegnę w stronę piekarni. Widzę samochód i machającą mi mamę. Podbiegam, otwieram drzwi i wsiadam do auta.
-Hej mamo! Cieszę się, że cię widzę? – śmieję się i patrzę na uśmiechniętą jak nigdy mamę. – Coś się stało?
-Hej córciu! Nic a czemu pytasz? – uśmiech wciąż nie schodzi z jej twarzy a wręcz się rozrasta.
-No bo… tak się cieszysz jak byś wygrała milion w Totka.
-Nie mogę się cieszyć na widok mojej córki? Jak w szkole? – pyta próbując zmienić temat.
-Dobrze. Pamiętasz to wypracowanie na polski,  o którym ci mówiłam? Dostałam 6 ! – chwalę się mamie.
-No to pięknie! Jestem z ciebie dumna. Mam do ciebie małą prośbę. Czy mogłabyś dziś zająć się Alison? Ja muszę iść na spotkanie o pracę, a sąsiadka nie ma z kim ją zostawić. –Alison to córka sąsiadki, ma dwa latka i jest słodką małą blondyneczką. Uwielbiam ją, bo jest taka kochana i grzeczna.
-No ale ja chciałam iść z Nicki na Starówkę. Ale jak już muszę to dobrze zajmę się nią, ale u nas tak? – mówię lekko zawiedziona.
-No tak. A z Nicki pójdziesz kiedy indziej. Przepraszam, że cię tak z tym zostawię, ale rozumiesz?
-Tak mamo. Rozumiem.
Mama daje mi całusa w policzek i parkuje przed naszym domem. Jest to jedno piętrowy domek w kolorze jasnopomarańczowym. Wysiadam z samochodu i idę w stronę drzwi. Chwytam telefon i piszę do Nicki, że nie możemy się dziś spotkać na Starówce, ale jeśli chce może przyjść do mnie. Zrobimy sobie wieczorek filmowy. Oczywiście jak zapraszam Nicki to na noc to oczywiste dla nas.
Zdejmuje moje nowe buty, chwytam małą butelkę soku pomarańczowego i idę na górę do swojego pokoju. Otwieram białe drzwi a tam… na moim łóżku ni stąd ni z owąd siedzi sobie Liam Payne. Rzucam plecak na ziemię, sok ląduje na łóżku i wieszam mu się na szyję. Ja i Liam od lat paru lat jesteśmy przyjaciółmi. Nasze mamy mają ze sobą bardzo dobry kontakt. Chodziły ze sobą do liceum.
-Daddy ! – wykrzykuje radośnie, latająca w koło na szyi przyjaciela. Kręcimy się tak jeszcze chwilę, aż w końcu od mnie opuszcza na ziemię.
-Tina ! Stęskniłem się za tobą !- teraz to on mnie mocno przytula. Ma 178 cm wzrostu więc musi się schylić.
-Ja też! Jak to możliwe, że tu jesteś?! Nie mieliście trasy koncertowej do jutra?
-Mieliśmy, ale Niall skręcił kostkę i nie mogliśmy wystąpić. Smutno nam z tego powodu, ale cóż. Postanowiłem Cię odwiedzić i zrobić ci miłą niespodziankę. Ale chyba nie wyszło.
-Żartujesz?! Najlepsza niespodzianka na świecie! – mówię wtulona.
Nagle wchodzi mama i oznajmia nam, że jedzie. Żegnamy się z nią, a ja całkiem zapominam o Lenie.
-Co porobimy? O matko ! Zapomniałam, muszę zająć się córką sąsiadki. – mówię zawiedziona, bo zamiast spędzić miło dnia z Liam’em muszę niańczyć się dzieckiem.
-Spokojnie to była tylko podpucha, a tak po za tym zobacz co ci przywiozłem. Leży w twojej garderobie.
Spodziewam się jakiegoś boskiego T-shirtu, a tu wyskakują mi chłopaki: Harry, Louis, Niall… i Zayn. Zawsze miałam najsłabsze kontakty z Zayn’em, nie przepadam za nim.
Krzyczą -NIESPODZIANKA! – z uśmiechniętymi twarzami, oprócz Zayn’a. Widzę jego wymuszony uśmiech.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto i pierwszy rozdział, w którym pragnę pozdrowić najlepsiejszą na świecie Dominikę, Nikę, Nicki, która uwielbia 1D a w szczególności Hazzę <33 

Prolog


A więc... jest to fanfiction o 1D. Jestem Directionerką (tak właśnie tak) i wcale się tego nie wstydzę, a wręcz cieszę się, że nią jestem ;) Mam nadzieję, że się spodoba... i tyle w sumie ;) Pozdrawiam czytelników... Tysiaa. <3