-Ooo śniadanie… - podchodzi od tyłu Liam i mocno mnie przytula.
To miłe uczucie, ale ja się dalej upieram, że to tylko przyjaźń… dla mnie…chyba.
Patrzę na Nicki, a ona się do mnie szczerzy. Podchodzę do niej –nawet tak nie myśl- szepce do jej ucha. A ona mnie z pięści w ramię i krzyczy – Oj przestań! Wtedy ja patrzę raz to na nią, raz na Hazzę i udaję całowanie. Wtedy zaczynamy się rzucać wszystkim co tylko nam przyjdzie pod rękę. Rzucam w nią mąką, ona we mnie jajkiem, ja w nią masłem itd. Wtedy wchodzą chłopcy i się dołączają. Jest śmiesznie i fajnie, ale po skończonej bitwie cała kuchnia jest… no taka umorusana… wszystkim?. Wszyscy sprzątamy i śmiejemy się jak idioci. W końcu jest posprzątane i każdy po kolei idzie pod prysznic. No nic dziwnego.
Wszyscy czyści i świeży schodzimy na dół, a na stole nie wiem jakim cudem stoją rozłożone talerze, kubki, widelce i noże, małe łyżeczki, dzbanek z herbatą oraz wielki talerz naleśników polanych syropem klonowym. Siadamy do stołu, ja koło Liama, Nicki naprzeciwko mnie obok Harrego. Patrzymy na siebie niepewnie, aż w końcu moja przyjaciółka chwyta pierwszego naleśnika i pakuje go na talerz, robimy tak każdy po kolei. Tylko chłopcy używają sztućców, a my je zwijemy i pakujemy do buzi, widząc to wybuchamy śmiechem.
Niespodziewanie zza kanapy wyskakuje Lou i Niall krzycząc
-A na nas – kucharzy nie łaska poczekać?!
Wszyscy patrzymy na nich z dziwieniem, a potem ja klepie miejsce obok mnie symbolizując, że mają usiąść. Niall dopada do naleśników jak dzikus i na jego talerzu lądują, aż 3. Lou kulturalnie nakłada sobie jednego i wpycha całego do buzi. Patrzymy na niego jak na idiotę i po chwili kolejny niekontrolowany wybuch śmiechu.
Naleśniki szybko znikają ze stołu. Wszyscy siedzimy teraz na kanapie i oglądamy jakieś durne bajki dla dzieci, które tylko ogłupiają. Na przykład: musimy złapać kotka. Czym go zwabić? Mamy wędkę, kamyk i pokarm dla kota. -Może spróbujemy kamykiem? Mówi Nicki.
Po durnych bajkach postanawiamy przejść się na zakupy. Przed wyjściem idę się przebrać. Ubieram ciemne rurki i zwiewną fioletową bluzkę. Schodzę na dół i wkładam moje tenisówki, zarzucam jeansową kurtałkę i jestem gotowa do wyjścia. Nicki jako jedyna nosi swoje miętowe martensy, które sobie wymarzyła, więc złożyłam się z chłopakami i kupiliśmy jej je na urodziny. Cieszyła się jak małe dziecko… nie dziwię jej się.
Wchodzimy do ogromnego centrum handlowego i na początku chodzimy wszyscy razem jednak po krótkiej chwili odłączają się od nas Lou i Niall, a potem zostaję sama z Liamem. Wchodzimy do pierwszego lepszego sklepu. Na półce leży bluza, która bardzo mi się podoba. Podchodzę, wybieram swój rozmiar i lecę do przymierzalni z przyjacielem. Wychodzę z przymierzalni i obracam się .
-Co sądzisz o tej bluzie?- patrzę na niego uśmiechnięta.
-A jak się w niej czujesz?- odpowiada jak udając mojego stylistę.
-Całkiem w porządku. Ale cena mnie powala. Nie mogę jej wziąć. – odpowiadam.
-Ty nie możesz ale ja mogę.- mówi do mnie pewny siebie.
-O nie, nie! Nie ma mowy.- Wypowiedziawszy te słowa, zdejmuję bluzę rzucam na półkę, chwytam moją jeansową kurtkę i ciągnę za rękę Liama do wyjścia. Naprzeciwko jest kawiarnia. Widzę miętowe martensy i już wiem, że siedzi tam moja przyjaciółka z Harrym. Nie zwróciłabym na to uwagi, ale oni trzymają się za ręce, a Nicki chichocze. Wpada mi do głowy dziwny pomysł. Mówię go Liamowi na ucho jakbym bała się, że usłyszą mnie te gołąbeczki.
Skradamy się, wchodzimy do kawiarni i siadamy parę metrów od nich, ale wciąż ich słyszę. Kiedy podchodzi do mnie kelnerka zamawiam Café Latte o smaku ciasteczkowym, Liam bierze shake’a pomarańczowego. Dziwne połączenie, ale sama jestem ciekawa jak będzie smakowało.
Słyszę jak Harry mówi.
-Musimy im jakoś pomóc. Przecież oni są dla siebie stworzeni! Lou ma Eleanor, a Tina? No Liama!
-Wiesz co? Lepiej się nie wtrącajmy. Zrobią jak będą tego chcieli i kiedy będą chcieli. – mówi moja przyjaciółka uśmiechając się na końcu. Hazza odwzajemnia uśmiech.
Po zastanowieniu wiem, że mam najlepszą przyjaciółkę na świecie.
Kelnerka przynosi zamówione napoje. Każdy bierze łyka swojego napoju i się wymieniamy. Nicki to zauważa i od razu mnie rozpoznaje. Podchodzi do mnie i ciągnie mnie do łazienki. Staje przede mną, a na piersi ma skrzyżowane ręce. Patrzy na mnie. Czuję się skrępowana, a ona to zauważa. Zna mnie na wylot.
-Dobra. – w końcu przemawia.- Ile już tu siedzicie?
-Jakieś 5 minut?- mówię.- W ogóle was nie zauważyłam. Co tam u ciebie i pana Loczka? – mówię śmiejąc się.
-Nic, no wiesz.- Rumieni się i uśmiecha leciutko.
-Dobra nie będę Cię już męczyć. Idziemy już do domu?- składam propozycję przyjaciółce. Wiem że tak samo jak ja nienawidzi zakupów.
-Tak. Tylko dopiję zamówiony napój.
-W porządalu to widzimy się przed centrum za 30 minut ok?
-Pasuje mi. – przytulamy się i wychodzimy z toalety.
Idę do Liama. Biorę od niego jeszcze jednego łyka shake’a, który bardzo mi smakuje. On bierze łyka mojej kawy. Znowu kolejna wymiana. Rozmawiamy tak jeszcze 10 minut, śmieję się jak idiotka, bo mój przyjaciel co chwila mnie rozśmiesza. Nie cierpię mojego śmiechu i tym takich zmarszczek, które tworzą się pod oczami jak się śmieje.
Czas się zbierać. Liam pomaga mi włożyć kurtkę. Prawdziwe gentelmen. Właśnie sobie uświadamiam, że go kocham. Ale wiem, że nie mogę mu tego powiedzieć, bo to zniszczy naszą przyjaźń. Nie mogę do tego dopuścić. To zniszczyłoby moje całe życie.
Mój przyjaciel bierze mnie na barana i niesie to wyjścia. Spotykamy tam Harrego, który też ma na plecach Nicki. Tak idziemy jakiś czas w stronę mojego domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pod tym rozdziałem pozdrawiam Dominikę i Horanową <3 Kocham Was dziewczyny.. ;*
To miłe uczucie, ale ja się dalej upieram, że to tylko przyjaźń… dla mnie…chyba.
Patrzę na Nicki, a ona się do mnie szczerzy. Podchodzę do niej –nawet tak nie myśl- szepce do jej ucha. A ona mnie z pięści w ramię i krzyczy – Oj przestań! Wtedy ja patrzę raz to na nią, raz na Hazzę i udaję całowanie. Wtedy zaczynamy się rzucać wszystkim co tylko nam przyjdzie pod rękę. Rzucam w nią mąką, ona we mnie jajkiem, ja w nią masłem itd. Wtedy wchodzą chłopcy i się dołączają. Jest śmiesznie i fajnie, ale po skończonej bitwie cała kuchnia jest… no taka umorusana… wszystkim?. Wszyscy sprzątamy i śmiejemy się jak idioci. W końcu jest posprzątane i każdy po kolei idzie pod prysznic. No nic dziwnego.
Wszyscy czyści i świeży schodzimy na dół, a na stole nie wiem jakim cudem stoją rozłożone talerze, kubki, widelce i noże, małe łyżeczki, dzbanek z herbatą oraz wielki talerz naleśników polanych syropem klonowym. Siadamy do stołu, ja koło Liama, Nicki naprzeciwko mnie obok Harrego. Patrzymy na siebie niepewnie, aż w końcu moja przyjaciółka chwyta pierwszego naleśnika i pakuje go na talerz, robimy tak każdy po kolei. Tylko chłopcy używają sztućców, a my je zwijemy i pakujemy do buzi, widząc to wybuchamy śmiechem.
Niespodziewanie zza kanapy wyskakuje Lou i Niall krzycząc
-A na nas – kucharzy nie łaska poczekać?!
Wszyscy patrzymy na nich z dziwieniem, a potem ja klepie miejsce obok mnie symbolizując, że mają usiąść. Niall dopada do naleśników jak dzikus i na jego talerzu lądują, aż 3. Lou kulturalnie nakłada sobie jednego i wpycha całego do buzi. Patrzymy na niego jak na idiotę i po chwili kolejny niekontrolowany wybuch śmiechu.
Naleśniki szybko znikają ze stołu. Wszyscy siedzimy teraz na kanapie i oglądamy jakieś durne bajki dla dzieci, które tylko ogłupiają. Na przykład: musimy złapać kotka. Czym go zwabić? Mamy wędkę, kamyk i pokarm dla kota. -Może spróbujemy kamykiem? Mówi Nicki.
Po durnych bajkach postanawiamy przejść się na zakupy. Przed wyjściem idę się przebrać. Ubieram ciemne rurki i zwiewną fioletową bluzkę. Schodzę na dół i wkładam moje tenisówki, zarzucam jeansową kurtałkę i jestem gotowa do wyjścia. Nicki jako jedyna nosi swoje miętowe martensy, które sobie wymarzyła, więc złożyłam się z chłopakami i kupiliśmy jej je na urodziny. Cieszyła się jak małe dziecko… nie dziwię jej się.
Wchodzimy do ogromnego centrum handlowego i na początku chodzimy wszyscy razem jednak po krótkiej chwili odłączają się od nas Lou i Niall, a potem zostaję sama z Liamem. Wchodzimy do pierwszego lepszego sklepu. Na półce leży bluza, która bardzo mi się podoba. Podchodzę, wybieram swój rozmiar i lecę do przymierzalni z przyjacielem. Wychodzę z przymierzalni i obracam się .
-Co sądzisz o tej bluzie?- patrzę na niego uśmiechnięta.
-A jak się w niej czujesz?- odpowiada jak udając mojego stylistę.
-Całkiem w porządku. Ale cena mnie powala. Nie mogę jej wziąć. – odpowiadam.
-Ty nie możesz ale ja mogę.- mówi do mnie pewny siebie.
-O nie, nie! Nie ma mowy.- Wypowiedziawszy te słowa, zdejmuję bluzę rzucam na półkę, chwytam moją jeansową kurtkę i ciągnę za rękę Liama do wyjścia. Naprzeciwko jest kawiarnia. Widzę miętowe martensy i już wiem, że siedzi tam moja przyjaciółka z Harrym. Nie zwróciłabym na to uwagi, ale oni trzymają się za ręce, a Nicki chichocze. Wpada mi do głowy dziwny pomysł. Mówię go Liamowi na ucho jakbym bała się, że usłyszą mnie te gołąbeczki.
Skradamy się, wchodzimy do kawiarni i siadamy parę metrów od nich, ale wciąż ich słyszę. Kiedy podchodzi do mnie kelnerka zamawiam Café Latte o smaku ciasteczkowym, Liam bierze shake’a pomarańczowego. Dziwne połączenie, ale sama jestem ciekawa jak będzie smakowało.
Słyszę jak Harry mówi.
-Musimy im jakoś pomóc. Przecież oni są dla siebie stworzeni! Lou ma Eleanor, a Tina? No Liama!
-Wiesz co? Lepiej się nie wtrącajmy. Zrobią jak będą tego chcieli i kiedy będą chcieli. – mówi moja przyjaciółka uśmiechając się na końcu. Hazza odwzajemnia uśmiech.
Po zastanowieniu wiem, że mam najlepszą przyjaciółkę na świecie.
Kelnerka przynosi zamówione napoje. Każdy bierze łyka swojego napoju i się wymieniamy. Nicki to zauważa i od razu mnie rozpoznaje. Podchodzi do mnie i ciągnie mnie do łazienki. Staje przede mną, a na piersi ma skrzyżowane ręce. Patrzy na mnie. Czuję się skrępowana, a ona to zauważa. Zna mnie na wylot.
-Dobra. – w końcu przemawia.- Ile już tu siedzicie?
-Jakieś 5 minut?- mówię.- W ogóle was nie zauważyłam. Co tam u ciebie i pana Loczka? – mówię śmiejąc się.
-Nic, no wiesz.- Rumieni się i uśmiecha leciutko.
-Dobra nie będę Cię już męczyć. Idziemy już do domu?- składam propozycję przyjaciółce. Wiem że tak samo jak ja nienawidzi zakupów.
-Tak. Tylko dopiję zamówiony napój.
-W porządalu to widzimy się przed centrum za 30 minut ok?
-Pasuje mi. – przytulamy się i wychodzimy z toalety.
Idę do Liama. Biorę od niego jeszcze jednego łyka shake’a, który bardzo mi smakuje. On bierze łyka mojej kawy. Znowu kolejna wymiana. Rozmawiamy tak jeszcze 10 minut, śmieję się jak idiotka, bo mój przyjaciel co chwila mnie rozśmiesza. Nie cierpię mojego śmiechu i tym takich zmarszczek, które tworzą się pod oczami jak się śmieje.
Czas się zbierać. Liam pomaga mi włożyć kurtkę. Prawdziwe gentelmen. Właśnie sobie uświadamiam, że go kocham. Ale wiem, że nie mogę mu tego powiedzieć, bo to zniszczy naszą przyjaźń. Nie mogę do tego dopuścić. To zniszczyłoby moje całe życie.
Mój przyjaciel bierze mnie na barana i niesie to wyjścia. Spotykamy tam Harrego, który też ma na plecach Nicki. Tak idziemy jakiś czas w stronę mojego domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pod tym rozdziałem pozdrawiam Dominikę i Horanową <3 Kocham Was dziewczyny.. ;*
Nie byłabym sobą, gdybym nie dała komentarzu o Hazzie... Więc...
OdpowiedzUsuńOł em dżi jak ja go uwielbiam, hdlhbjh <3
Pisz dalej trolu <3
Zajebisty ! : 3 Czekam na nexta + też cię kocham < 3
OdpowiedzUsuń